Olimpiada w Tokio może okazać się niemożliwa na skutek radioaktywnego skażenia - mówi profesor z Japonii

Po tym jak Tokio zostało wybrane na gospodarza Igrzysk Olimpijskich w 2020 roku nie cichnie krytyka ze strony obserwatorów katastrofy jądrowej, którzy ostrzegają, że skażenie i nieprzewidywalność sytuacji w Fukushimie może zagrozić olimpiadzie.

Wśród nich jest także profesor Robert Jacobs z Uniwesrytetu Pokoju w Hiroszimie. W wywiadzie dla Russia Today profesor mówi, że apel o zagraniczną pomoc ze strony Japonii jest dowodem na ogrom tragedii, skoro Japończycy nie są w stanie sami sobie z nią poradzić. Sytuacja w Fukushimie jest bezprecedensowa: "Tak bezprecedensowa, że nie ma rozwiązania". Profesor mówi o licznych problemach w zniszczonej elektrowni i wątpi w to, żeby udało się znaleźć i zabezpieczyć paliwo jądrowe znajdujące się w tej chwili prawdopodobnie pod reaktorami. Proces ten, nawet z udziałem zagranicznych ekspertów, potrwa dekady.



Profesor przypomina, że radioaktywny cez jest znajdowany w moczu dzieci z Fukushimy i Tokio, i że cały czas są one narażone na promieniowanie. 

"Nie ma powodu, żeby wierzyć, że [katastrofa] zostanie opanowana do 2020 roku (...) Nie ma wątpliwości, że do tego czasu wyciek będzie trwał" - mówi profesor Jacobs - "To co się dzieje w Fukushimie jest katastrofalnym problemem, który nie skończy się w najbliższym czasie i pozostanie strasznym zagrożeniem dla ludności Japonii i całego świata, dopóki trwać będą radioaktywne emisje do oceanu i ekosystemu".